Pośród byków i niedźwiedzi

Strefa euro planuje swą długą drogę w kierunku ożywienia

This post is also available in: angielski holenderski francuski

W zasadniczej części Europy, wzrost gospodarczy jest mizerny, a niektórzy obserwatorzy twierdzą wręcz, że gospodarka zaczyna się chwiać. Euroland ostatnio przypomina w mniejszym stopniu Wielką Brytanię czy USA, ale ma coraz więcej wspólnego z Japonią, której gospodarka tkwi w miejscu od lat. Europejski Bank Centralny (EBC) uruchomił niedawno programy mające zapewnić zastrzyk kapitału do gospodarki, a David Zahn, szef zespołu ds. europejskich instrumentów o stałym dochodzie i zarządzający portfelami inwestycyjnymi, uważa, że to dobry początek. Jego zdaniem, zarówno EBC, jak i władze poszczególnych krajów powinny przyjąć długoterminową perspektywę i wspólnie pracować nad tym, by europejska gospodarka wreszcie zaczęła znowu pracować pełną parą.

David Zahn, CFA®, FRM
Szef zespołu ds. europejskich instrumentów o stałym dochodzie

Starszy wiceprezes, zarządzający portfelami inwestycyjnymi

Franklin Templeton Fixed Income Group®

W zespole Franklin Templeton Fixed Income Group uważamy, że Europa przez dłuższy czas będzie notować słaby wzrost i niską inflację. W takich warunkach, stymulacja gospodarki będzie wymagała długoterminowej perspektywy i rozluźnionej polityki.

Choć Europejski Bank Centralny (EBC) ma pewną rolę do odegrania w budowaniu ożywienia ekonomicznego w strefie euro, uważamy, że kluczowe gospodarki unii walutowej powinny zrobić nieco więcej na rzecz wprowadzenia niezbędnych reform. Nie uważamy, by, na przykład, władze Francji robiły wszystko co w ich mocy w tym kierunku. Francuski deficyt budżetowy jest dość duży, a podczas debaty nad projektem nowego budżetu, francuski rząd zapowiedział jednoznacznie, że nie jest w stanie zrealizować trudnych założeń dotyczących redukcji deficytu i spróbuje spełnić te wymagania nieco później. Kraj potrzebuje reform ekonomicznych, ale najwyraźniej nie pracuje dostatecznie ciężko nad ich wdrożeniem.

Z kolei Niemcy całkiem skutecznie spełniają wymagania dotyczące budżetu, jednak w obliczu poważnego zaciskania pasa przez większość pozostałych krajów w Europie, Niemcy nie powinni nadmiernie ograniczać wydatków.

Uważam, że niektóre tzw. „rdzenne” gospodarki strefy euro mogłyby wiele nauczyć się od gospodarek peryferyjnych, których władze aktywnie wdrażają konieczne reformy i realizują plany pozwalające skutecznie obniżać deficyty budżetowe. Nie twierdzę, że kraje peryferyjne nie mogłyby zrobić jeszcze więcej, ale wiele zmian już zostało uruchomionych i powoli zaczynamy dostrzegać ich efekty.

Pozostając w Europie, ale poza unią walutową, w dobrym kierunku zmierza, według mnie, gospodarka brytyjska. Wzrost gospodarczy jest solidny, inflacja jest pod kontrolą, a krajowy bank centralny znajduje się na zupełnie innym etapie niż jego odpowiednik w eurolandzie. Bank of England rozważa podwyżki stóp procentowych i można zastanawiać się tylko kiedy (a nie czy) stopy faktycznie pójdą w górę. Myślę, że to dobrze wróży dla gospodarki Wielkiej Brytanii, a w związku z tym nie dostrzegamy zbyt dużej wartości w brytyjskich obligacjach skarbowych. Inwestorzy z Wielkiej Brytanii powinni raczej zacząć poszukiwać możliwości w innych obszarach Europy, ponieważ te gospodarki wydają się zmierzać w różnych kierunkach.

 

David Zahn Eurozonejpg

Obligacje zwykłe

Z globalnego punktu widzenia, strefa euro ma dziś więcej wspólnego z Japonią niż z USA czy Wielką Brytanią i przypuszczam, że taki trend utrzyma się także w przyszłości. Inflacja w eurolandzie wynosi 0,4% i jest daleka od celu inflacyjnego EBC ustalonego na poziomie 2%. Podobnie jak inni członkowie mojego zespołu, spodziewam się lekkiego wzrostu inflacji w tym roku, ale z pewnością nie do poziomu bliskiego 2%. Myślę, że ten temat to najważniejsze źródło niepokoju szefa EBC, Mario Draghiego, który powiedział, że EBC jest gotów zrobić wszystko, czego będzie trzeba, by walczyć z niską inflacją.

Bank Japonii i EBC będą najprawdopodobniej kontynuowały rozluźnioną politykę pieniężną w ramach walki z odpowiednio deflacją i słabą inflacją. Dużo mówi się o potężnej płynności, jaką amerykańska Rezerwa Federalna (Fed) wpompowała w gospodarkę USA w ramach programu luzowania ilościowego. Gdy jednak przyjrzymy się skali tego typu działań podejmowanych obecnie w Japonii i Europie, okazuje się, że ich łączny wpływ może być większy w porównaniu z luzowaniem ilościowym w USA. W skali globalnej możemy zatem mieć tyle samo lub nawet więcej nowej płynności niż gdyby Fed cały czas samodzielnie zasilał rynki pieniądzem.

Rozbieżne ścieżki rozwoju

Jednocześnie, amerykańska gospodarka radzi sobie całkiem dobrze. Fed sygnalizuje, że zamierza wstrzymać luzowanie ilościowe jeszcze w tym miesiącu, a w następnej kolejności zajmie się stopami procentowymi.

To poważne decyzje, które będą miały konsekwencje dla rynków walutowych. Uważam, że euro powinno osłabiać się w stosunku do dolara amerykańskiego oraz, w nieco mniejszym stopniu, do funta brytyjskiego (do którego już sporo straciło), ponieważ te gospodarki cechuje odmienna trajektoria rozwoju.

Dla inwestorów może to oznaczać, że obligacje europejskie mogą być dobrym obszarem do poszukiwania potencjalnych możliwości. W naszym portfelu, przyjmujemy długą ekspozycję na Europę.[1]

Przedstawione komentarze, opinie i analizy wyrażają wyłącznie osobiste poglądy zarządzającego, są przedstawione wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowią indywidualnych porad inwestycyjnych ani zachęty do kupna, sprzedaży ani utrzymywania jakichkolwiek papierów wartościowych czy stosowania jakiejkolwiek strategii inwestycyjnej. Informacje zawarte w niniejszym dokumencie nie mają charakteru porad prawnych ani podatkowych. Informacje zawarte w niniejszym dokumencie są aktualne wyłącznie na dzień publikacji, mogą ulec zmianie bez uprzedniego powiadomienia i nie stanowią kompletnej analizy wszystkich istotnych faktów dotyczących jakiegokolwiek kraju, regionu, rynku czy inwestycji.

Dane pochodzące z zewnętrznych źródeł mogły zostać wykorzystane na potrzeby opracowania niniejszego dokumentu. Takie dane nie zostały odrębnie zweryfikowane, potwierdzone ani poddane kontroli przez Franklin Templeton Investments (FTI). FTI nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek straty wynikające z wykorzystania jakichkolwiek informacji zawartych w niniejszym dokumencie; inwestor może opierać swe decyzje na przedstawionych tutaj opiniach lub wynikach analiz wyłącznie na własne ryzyko. Produkty, usługi i informacje mogą nie być dostępne pod niektórymi jurysdykcjami i są oferowane przez podmioty powiązane z FTI i/lub przez dystrybutorów, w zależności od lokalnie obowiązujących przepisów. Aby dowiedzieć się, czy dane produkty i usługi są dostępne pod określoną jurysdykcją, należy skonsultować się z profesjonalnym doradcą finansowym.

CFA® i Chartered Financial Analyst® to zastrzeżone znaki handlowe stanowiące własność CFA Institute.

Jakie jest ryzyko?

Wszelkie inwestycje wiążą się z ryzykiem, włącznie z ryzykiem utraty zainwestowanego kapitału. Wartość inwestycji może rosnąć lub spadać i istnieje ryzyko utraty części zainwestowanych środków. Zmiany stóp procentowych mogą mieć wpływ na wartość portfela i zwrot z inwestycji. Ceny obligacji generalnie poruszają się w kierunku przeciwnym do kierunku zmian stóp procentowych. Gdy zatem rynkowe ceny obligacji utrzymywanych w portfelu będą korygowane pod wpływem podwyżek stóp procentowych, rentowność portfela może pójść w dół. Inwestowanie w instrumenty zagraniczne wiąże się z dodatkowym ryzykiem, np. dotyczącym wahań kursów wymiany, niestabilności gospodarczej czy zmian na arenie politycznej. Inwestycje na rynkach wschodzących obarczone są jeszcze większym ryzykiem wynikającym z tych samych czynników, oprócz typowych dla nich ryzyk związanych z względnie niewielkimi rozmiarami i mniejszą płynnością.


[1] Czas trwania to miara wrażliwości wyceny (wartości) instrumentu o stałym dochodzie na zmiany stóp procentowych. Czas trwania wyrażany jest w latach.