Pośród byków i niedźwiedzi

Eksport „Bacon Genie” i inne powody do optymizmu

Ten artykuł dostępny jest także w: angielski holenderski francuski włoski niemiecki hiszpański

Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że Amerykanie są głodni dóbr konsumenckich, nawet tych, które nie zawsze są faktycznie potrzebne lub przydatne, co potwierdza popularność najrozmaitszych produktów: od akcesoriów do przyrządzania bekonu „Bacon Genie” po koce „Snuggie”. Brooks Ritchey, starszy dyrektor zarządzający w K2 Advisors (Franklin Templeton Solutions) omawia rozprzestrzenianie się ewolucji kultury konsumenckiej na całym świecie i tłumaczy jak jego zespół pozycjonuje portfele pod kątem tego typu czynników makroekonomicznych.

J. Brooks Ritchey
J. Brooks Ritchey

Brooks Ritchey
Starszy dyrektor zarządzający, K2 Advisors

Franklin Templeton Solutions

Amerykanie bez wątpienia są mistrzami świata wagi ciężkiej w konsumpcji. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do słuszności tego stwierdzenia, zachęcam do poświęcenia kilku godzin podczas podróży na przejrzenie dowolnego magazynu prezentującego towary, jakie można kupić podczas lotu. Pośród całej gamy „unikalnych” skarbów, które najwyraźniej znalazły nabywców w kraju Wuja Sama znajdziemy koce „Snuggie” dla psów, akcesoria do przyrządzania bekonu „Bacon Genie”, zegary wskazujące wyłącznie dzień tygodnia (tak, istnieją takie cuda), „PetSweep – system sprzątania wykorzystujący siłę psich łap” z nakładkami na łapy „w uniwersalnym rozmiarze”, a także oczywiście pudełko na buty chowane pod łóżkiem o nazwie „ShoesUnder” (czy buty przypadkiem nie są sprzedawane w pudełkach?), dzięki któremu „twoje buty będą zabezpieczone przed pyłem, wilgocią i owadami”. Nareszcie jest jakiś produkt na te irytujące owady obuwnicze. Wspaniale!

Stany Zjednoczone ewidentnie opanowały sztukę ostentacyjnej konsumpcji, ale co z resztą świata? Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, Azja (poza Japonią) reprezentuje 45% światowej populacji[1], ale jednocześnie konsumuje ponad dwukrotnie mniej niż USA, pomimo 10-krotnie większej populacji! Innymi słowy, na świecie nadal są 3 mld potencjalnych nowych konsumentów, którzy weszli na światowy rynek w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci, ale wciąż w pełni w nim nie uczestniczą. Intuicja podpowiada, że brak tak dużego zapału do zakupów na Wschodzie jest pochodną wielu czynników kulturowych, społecznych, ekonomicznych i demograficznych. Z ideologicznego/filozoficznego punktu widzenia, oświecony umysł mający świadomość, że szczęście i spełnienie można osiągnąć bez materialnych zbytków jest oczywiście czymś chwalebnym. Nie sugeruję więc, że cała Azja powinna za wszelką cenę usiłować dorównać rodzinie Kardashianów. Niemniej jednak uważam, że są pewne aspekty zachodniego konsumpcjonizmu, które przydałyby się gospodarkom wschodzącym, jak i całej światowej gospodarce. Dobra wiadomość jest taka, że już zachodzą pewne zmiany strukturalne i kulturowe, które w przyszłości mogą zbliżyć rynki wschodzące do tego modelu konsumpcji.

Jak podpowiada nam piosenka Disney’a i atrakcja w Disneylandzie o tej samej nazwie, świat jest faktycznie mały i staje się coraz mniejszy z każdym dniem, przynajmniej pod względem warunków mających wpływ na decyzje inwestycyjne. Rynki nigdy nie działały i nie działają w próżni (za wyjątkiem teoretycznych rozważań akademickich), a czynniki egzogenne zawsze miały istotny wpływ na rezultaty. Ostatnio jednak wygląda na to, że wpływ i intensywność tych czynników globalnych, takich jak zmiany społeczno-gospodarcze w regionach rynków wschodzących na całym świecie, stają się coraz bardziej nasilone, co mogą zaobserwować nawet najzwyklejsi obserwatorzy Wall Street.

Przesunięcia globalne

Ekonomiczne, strukturalne i społeczne płyty tektoniczne przesuwają się, odzwierciedlając zmianę paradygmatu, która, według nas, jest niezbędna dla utrzymania zrównoważonego wzrostu gospodarczego w przyszłości. Pod względem strukturalnym, widoczne są ważne trendy związane z siłą nabywczą na dużych wschodzących i szybko rozwijających się rynkach. Według Ernst & Young, w ciągu niecałej dekady na globalnych rynkach wschodzących będzie 20 mln gospodarstw domowych zarabiających ponad 35 tys. USD rocznie.[2] To doprawdy dramatyczna zmiana. W samych Chinach, liczba gospodarstw domowych osiągających takie dochody ma potroić się do prawie 80 mln do 2022 r. Ponadto, w Brazylii i Rosji będzie po 15 mln, a w Meksyku, Turcji i Indiach po ponad 10 mln takich gospodarstw domowych.[3] Łączna liczebność klasy średniej na wszystkich tych dynamicznie rosnących rynkach ma znacząco przewyższyć liczebność klasy średniej w USA w ciągu niecałych 10 lat.

Asia_MapW takiej sytuacji, wygląda na to, że przynajmniej ze strukturalnego punktu widzenia Wschód może przejąć część udziału w globalnej konsumpcji od Zachodu. Można oczekiwać, że azjatyckie i inne rynki wschodzące będą notować wzrost popytu ze strony własnych populacji, a rosnąca klasa średnia będzie kupować coraz szerszą gamę produktów i usług. Czy są chętni na „Bacon Genie”?

Zmiany kulturowe

Po drugie (i chyba ważniejsze), zmienia się kulturowe podejście do konsumpcji, prawdopodobnie na lepsze zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Rynki wschodzące i gospodarki azjatyckie notują trend zmierzający do większej konsumpcji, a mniejszego oszczędzania, natomiast na Zachodzie zmiany zdają się zachodzić w odwrotnym kierunku, czyli w stronę bardziej konserwatywnego, „rozważnego” i minimalistycznego stylu życia (choć zmiany te nie zachodzą dostatecznie szybko według niektórych obserwatorów).

Innymi słowy, pojawiają się sygnały świadczące o tym, że świat zmierza do jednorodnego modelu konsumpcji, a rozbieżność pomiędzy Zachodem a Azją w tym obszarze stopniowo się zaciera.

Przyglądając się uważniej Chinom, można dostrzec skłonność obywateli do przyjęcia zachodnich nawyków konsumpcyjnych. Jako anegdotę można przytoczyć historię opisaną przez czasopismo Bloomberg Markets[4], w której chińska babcia przemierzała sklep IKEA w Pekinie, szukając niewielkiego łóżka z zabawkami dla swojego wnuka. Kobieta nie zamierzała jednak kupować łóżka, ale szukała miejsca, w którym roczne dziecko mogłoby się zdrzemnąć. Brzmi dziwnie? Niekoniecznie, gdy weźmiemy pod uwagę, że – według informacji podanych w artykule – w każde sobotnie popołudnie każde łóżko w tym pekińskim sklepie o powierzchni 43 tys. metrów kwadratowych jest zajęte przez smacznie śpiące dzieci i dorosłych. Dla wielu Chińczyków wizyta w sklepie IKEA niekoniecznie ma służyć zakupom, ale raczej stanowi okazję do nowych doświadczeń (przypominając wizyty obywateli krajów zachodnich w Disney World). IKEA oczywiście jest zadowolona z tego trendu, ponieważ im więcej Chińczyków odwiedzi sklep, tym większa szansa, że przypomną sobie o produktach tej firmy, gdy faktycznie zapragną kupić nową sofę. Biorąc pod uwagę prognozowany wzrost dochodów rozporządzalnych przeciętnego Chińczyka, ten moment może nastąpić całkiem niedługo.

China_nightCo więcej, obecni chińscy nastolatkowie urodzili się już po wydarzeniach na Placu Tiananmen (1989 r.) i wchodzą w dorosłość w czasach rozwoju gospodarczego i dobrej koniunktury, dlatego niewątpliwie mają całkowicie inne podejście do wydatków niż ich rodzice. Przykładowo, młodzi Chińczycy są zapalonymi użytkownikami nowych technologii, co może zaskakiwać, szczególnie biorąc pod uwagę poziomy zarobków. Według wyników badań przeprowadzonych przez Boston Consulting Group, Chińczycy wydają w Internecie więcej pieniędzy niż obywatele jakiegokolwiek innego dużego rozwijającego się kraju.[5] To samo badanie wykazało, że na obszarach wiejskich w Chinach, niemal połowa wszystkich użytkowników Internetu to osoby w wieku poniżej 20 l., a 80% użytkowników nie skończyła 30 l.[6]

Co więcej, chiński rząd angażuje się w stymulowanie konsumpcji wewnętrznej, wzmacniając bardziej kapitalistyczne nastroje wśród obywateli w celu zbudowania bardziej zrównoważonej gospodarki. Chińscy przywódcy nazywają tę inicjatywę „zrównoważonym i harmonijnym społeczeństwem”, którego obywatele mogą sobie pozwolić na nowoczesne udogodnienia, lepsze mieszkania, ubrania i technologie. Władze Chin mają świadomość zmian profilu demograficznego swego kraju oraz potrzeby oparcia przyszłego wzrostu w większym stopniu na konsumpcji krajowej. Pulę siły roboczej będzie wkrótce zasilać mniej nowych pracowników (o jedną trzecią osób w wieku 16-24 l. mniej w ciągu najbliższych 12 lat), a coraz więcej starszych obywateli będzie odchodzić na emeryturę.[7]

Krótko mówiąc, globalna pozycja Chin jako centrum montażu rozmaitych produktów wykonywanego przez najtańszą i najbardziej rzetelną siłę roboczą stopniowo się zmienia. Sądzimy, że Chiny będą wprost zmuszone do transformacji z gospodarki produkcyjnej do gospodarki innowacyjnej – z eksportera netto do nabywcy netto.

Taka zmiana byłaby korzystna, ponieważ dla reszty świata chińska konsumpcja jest jednym ze źródeł największej nadziei na lepszą przyszłość ekonomiczną. W kolejnych latach, podczas gdy Stany Zjednoczone, Europa i Japonia nie będą miały wyboru i będą musiały ograniczać wydatki i zacisnąć pasa, Chiny będą mogły przejąć stery w obszarze wydatków.

Miliony Amerykanów mogłyby znaleźć zatrudnienie związane (przynajmniej częściowo) z projektowaniem, produkcją lub sprzedażą rozmaitych towarów i usług dla Chińczyków.

Przesunięcia a globalne inwestycje

Dla wielu rynków wschodzących, transformacja z gospodarki opartej na przemyśle do modelu opartego na usługach będzie niełatwa i z pewnością bardziej wymagająca niż przejście od rolnictwa do przemysłu. Rolnik może przeprowadzić się do miasta tylko raz. Oprócz tego, gospodarki wschodzące będą musiały produkować towary nie tylko tańsze, ale i lepsze od konkurencji. Nadrzędną ideą jest kultywowanie zdrowego rynku krajowej konsumpcji, aby lokalni konsumenci mogli zrekompensować nieunikniony spadek eksportu.

Ponownie przywołując przykład Chin, goście z krajów zachodnich często są oszołomieni osiągnięciami i dynamicznym wzrostem tej gospodarki. Miasta powstają praktycznie z niczego, autostrady na obszarach wiejskich są równiejsze i gładsze niż pasy startowe na niektórych zachodnich lotniskach, a szybkie pociągi pokonują trasy na dystansie równym odległości z Nowego Jorku do Waszyngtonu w jedną godzinę. Możliwe, że Stany Zjednoczone nigdy nie będą miały takich kolei. Nawet ci, którzy nigdy nie mieli okazji odwiedzić Chin, z pewnością docenią skalę dramatycznych zmian w tym kraju, gdy tylko przypomną sobie transmisje telewizyjne z organizowanych w Pekinie Igrzysk Olimpijskich.

Mobius_China_Train3Otwarte pozostaje jednak pytanie: czy gospodarka rosnąca tak szybko, jak Chiny, jest w stanie wzmocnić swą infrastrukturę ekonomiczną dostatecznie mocno, by zyskać samowystarczalność? Innymi słowy: czy płace będą rosły dostatecznie szybko, konsumpcja będzie przyspieszać, a innowacyjność przedsiębiorców będzie rozkwitać? Czas pokaże.

Podsumowanie

Globalna gospodarka znalazła się w pewnym sensie na rozdrożu, stojąc przed zmianą paradygmatu, która jest niezbędna dla utrzymania zrównoważonego wzrostu w przyszłości. W naszej ocenie, zmiany polityki i zachowań konsumentów będą konieczne zarówno w krajach rozwiniętych, jak i na rynkach wschodzących. Zmiana sposobu myślenia i modelu zachowań jest szczególnie dobrze widoczna w Azji.

Sądzę, że niemal każdy zgodzi się, że te trendy oznaczają zmiany na lepsze – dla ludzkości, dla obywateli mniej zamożnych części świata, dla kondycji i równowagi globalnej gospodarki w ujęciu ogólnym oraz – jeśli los będzie nam sprzyjał – dla nowych możliwości otwierających się przed inwestorami. Może będą to także zmiany na lepsze dla miłośników bekonu?

Komentarze, opinie i analizy Brooksa Ritchey wyrażają wyłącznie jego osobiste poglądy, są przedstawione wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowią indywidualnych porad inwestycyjnych ani zachęty do kupna, sprzedaży ani utrzymywania jakichkolwiek papierów wartościowych czy stosowania jakiejkolwiek strategii inwestycyjnej. Informacje zawarte w niniejszym dokumencie nie mają charakteru porad prawnych ani podatkowych. Informacje zawarte w niniejszym dokumencie są aktualne wyłącznie na dzień publikacji, mogą ulec zmianie bez uprzedniego powiadomienia i nie stanowią kompletnej analizy wszystkich istotnych faktów dotyczących jakiegokolwiek kraju, regionu, rynku czy inwestycji.

Dane pochodzące z zewnętrznych źródeł mogły zostać wykorzystane na potrzeby opracowania niniejszego dokumentu. Takie dane nie zostały odrębnie zweryfikowane, potwierdzone ani poddane kontroli przez Franklin Templeton Investments (FTI). FTI nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek straty wynikające z wykorzystania jakichkolwiek informacji zawartych w niniejszym dokumencie; inwestor może opierać swe decyzje na przedstawionych tutaj opiniach lub wynikach analiz wyłącznie na własne ryzyko. Produkty, usługi i informacje mogą nie być dostępne pod niektórymi jurysdykcjami i są oferowane przez podmioty powiązane z FTI i/lub przez dystrybutorów, w zależności od lokalnie obowiązujących przepisów. Aby dowiedzieć się, czy dane produkty i usługi są dostępne pod określoną jurysdykcją, należy skonsultować się z profesjonalnym doradcą finansowym.

Komentarze ekspertów z Franklin Templeton Investments możesz otrzymywać bezpośrednio do swej skrzynki e-mail. Subskrybuj nasz blog: „Pośród byków i niedźwiedzi”.

Jakie jest ryzyko?

Wszelkie inwestycje wiążą się z ryzykiem, włącznie z ryzykiem utraty zainwestowanego kapitału. Wartość inwestycji może rosnąć lub spadać i istnieje ryzyko utraty części zainwestowanych środków.  Inwestowanie w instrumenty zagraniczne wiąże się z dodatkowym ryzykiem, np. dotyczącym wahań kursów wymiany, niestabilności gospodarczej czy zmian na arenie politycznej. Inwestycje na rynkach wschodzących obarczone są większym ryzykiem wynikającym z powyższych czynników, oprócz typowych dla nich ryzyk związanych z względnie niewielkimi rozmiarami, mniejszą płynnością i brakiem odpowiednich ram prawnych, politycznych, biznesowych i społecznych dla rynków akcji.

[1] Źródło: Organizacja Narodów Zjednoczonych, „Stan światowej populacji w 2011 r.”

[2] Źródło: Ernst & Young, „Ponadprzeciętny wzrost: dynamicznie rosnące rynki” (“Growing Beyond: Rapid-Growth Markets”), luty 2014 r.

[3] Ibid.

[4] Źródło: Bloomberg, „Wałęsanie się po sklepie mile widziane w chińskich IKEA” (“In IKEA’s China Stores, Loitering is Encouraged”), 28 października 2010 r.

[5] Źródło: Boston Consulting Group, „Chiński konsument elektroniczny w wielokanałowym świecie” (“The Digital Chinese Consumer in a Multichannel World”), kwiecień 2014 r.

[6] Ibid.

[7] Źródło: Perspektywy inwestycyjne na rynkach wschodzących: Morgan Stanley, 11 marca 2010 r.