Pośród byków i niedźwiedzi

Perspektywy

Punkt widzenia na napięcia geopolityczne

Ten artykuł dostępny jest także w: angielski niemiecki

Gdy światowi przywódcy rozmawiają, rynki reagują. A gdy media społecznościowe weszły do głównego nurtu, politycy zyskali nowy sposób, by wysyłać przekaz do opinii publicznej. John Beck, starszy wiceprezes i dyrektor ds. instrumentów o stałym dochodzie w zespole Franklin Templeton Fixed Income Group z Londynu, nagrał ostatnio podcast, w którym omawia napięcia geopolityczne oraz wpływ mediów społecznościowych. Przyglądając się sytuacji w różnych częściach świata, autor omawia niektóre z wyzwań w tych pełnych napięcia warunkach rynkowych oraz wskazuje potencjalne możliwości inwestycyjne.

Oto kilka najważniejszych wniosków Johna Becka:

 

  • Jeżeli chodzi o napięcia dotyczące Azji Północno-Wschodniej, Korei Północnej, Japonii, Stanów Zjednoczonych i Chin, najgorszy możliwy scenariusz jest tak trudny do wyobrażenia, że nikt nie jest w stanie się na niego przygotować.
  • Medialne doniesienia dotyczące sytuacji politycznej zawsze wywołują krótkoterminową reakcję rynków, natomiast długofalowe konsekwencje są, według mnie, w znacznie większym stopniu uzależnione od czynników fundamentalnych.
  • Połączenie politycznego niezadowolenia, większego nacisku na wydatki budżetowe oraz zmniejszenia skali skupu obligacji przez banki centralne zaczyna skłaniać do pewnej ostrożności, w szczególności na rynkach obligacji postrzeganych jako wolne od ryzyka.
  • Globalna gospodarka jest we względnie dobrej kondycji. Ekonomiści mówią o zjawisku zwanym spłaszczeniem krzywej Philipsa — stopy bezrobocia są niskie, ale płace nie rosną. Wielu ludzi może mieć zatem poczucie, że społeczeństwo nie dzieli się z nimi wypracowanymi zyskami i że należy wywierać większą presję na wzrost wydatków budżetowych.
  • Polska może do pewnego stopnia stanowić przykład, jak wyglądałaby krzywa dochodowości w Europie, gdyby Europejski Bank Centralny nie skupował takich ilości obligacji i nie obniżył stóp procentowych do nadzwyczajnie niskich poziomów. Jeżeli jednak chodzi o ogólną strukturę tradycyjnych rynków instrumentów o stałym dochodzie, trudno, według mnie, zaprzeczyć, że poziomy wyceny są dziś względnie wysokie, zatem zachowujemy wzmożoną ostrożność w naszych dalszych działaniach.

Poniżej publikujemy pełną transkrypcję podcastu:

Richard Banks: John, zacznijmy naszą rozmowę od tematu, który jest dziś na pierwszych stronach gazet, czyli od Korei Północnej i zmienności wywołanej sytuacją w tym kraju. Jak postrzegasz sytuację jako inwestor i jakiej reakcji rynków się spodziewasz?

John Beck: Jeżeli chodzi o napięcia dotyczące Azji Północno-Wschodniej, Korei Północnej, Japonii, Stanów Zjednoczonych i Chin, sądzę, że najgorszy możliwy scenariusz jest tak trudny do wyobrażenia, że nikt nie jest w stanie się na niego przygotować.  Mamy do czynienia z reakcją odruchową — gdy pocisk balistyczny jest wystrzeliwany nad Morzem Japońskim i Hokkaido, kurs jena japońskiego idzie w górę. Gdy [japoński premier Shinzo] Abe mówi: „nie zamierzamy zestrzeliwać pocisku, który na pewno nie spadnie na nasze terytorium i upewniliśmy się, że przeleci nad Japonią”, napięcia geopolityczne rosną.

Richard Banks:  Rozmawiałem ostatnio z Twoim kolegą Carlosem Hardenbergiem, starszym wiceprezesem i dyrektorem zarządzającym w Templeton Emerging Markets Group, który przedstawił mi punkt widzenia naszych specjalistów z tego regionu. Posłuchajmy.

 Carlos Hardenberg: Z naszych rozmów z kolegami z rynków lokalnych wynika, że nie spodziewają się, by sytuacja wymknęła się spod kontroli… Choć oczywiście obecnie nikt nie może mieć takiej pewności. Sami Koreańczycy uważają jednak, że jest spora przestrzeń do negocjacji oraz zaangażowania wszystkich stron we wspólną pracę nad jakimś rozwiązaniem, którym z pewnością nie będzie konflikt zbrojny. Gdybyśmy mieli zakładać najgorszy scenariusz, czyli konflikt pomiędzy zaangażowanymi krajami, miałoby to, według mnie, konsekwencje dla całego świata.

 Richard Banks: John, wygląda na to, że punkt widzenia Carlosa jest zbliżony do Twojego i choć wszyscy mają pewne obawy, obydwaj staracie się zachować optymizm.

 John Beck: Nie sądzę, by był jakiś katalizator, który mógłby wywołać kryzys. Co widzieliśmy do tej pory? Sądzę, że warto przyjrzeć się, na przykład, wynikom 10-letnich papierów skarbowych od początku roku. Gdy napięcie w Korei Północnej sięgało zenitu, rentowność 10-letnich papierów skarbowych była bliska 2%. Jeżeli przeanalizujemy wyniki 10-letnich papierów skarbowych na koniec każdego miesiąca bieżącego roku, poza końcem sierpnia, kiedy napięcie geopolityczne było największe, trudno powiedzieć, by wydarzyło się cokolwiek znaczącego, ponieważ wyniki [papierów skarbowych] utrzymywały się we względnie wąskim przedziale. Należy zatem mieć świadomość pewnego napięcia politycznego, które może być przyczyną takiego kursu jena japońskiego, jaki notujemy obecnie.

Z punktu widzenia stóp procentowych [jen japoński] powinien być nieco tańszy. Należy zatem uwzględnić te czynniki w procesie inwestycyjnym, ale uważam, że przede wszystkim trzeba skoncentrować się na średnioterminowych czynnikach wzrostu, ponieważ po prostu nie da się przygotować na to, co niemożliwe i nieznane.

Richard Banks: W kontekście Japonii ważne są oczywiście przedterminowe wybory rozpisane przez Abego. Jaki wpływ ma to wydarzenie na Twoje podejście do tej części świata? John Beck: Z punktu widzenia czynników fundamentalnych niewiele to zmieni. Sądzę, że celem zarządzenia wyborów było wydłużenie kadencji premiera [Shinzo] Abego, o ile to możliwe. Premier prezentuje ewidentnie bardziej „jastrzębie” nastawienie w zakresie, w jakim jest to możliwe przy japońskiej konstytucji, która jest znana z pacyfistycznego przekazu. Napięcia w Korei Północnej i Azji Północno-Wschodniej stanowią dla niego dobrą okazję, by pokazać większą odwagę i powiedzieć: „patrzcie, jestem kandydatem, którego powinniście wybrać ponownie, abyśmy mogli zająć odważniejsze stanowisko w kwestii reakcji na napięcia geopolityczne”.

Richard Banks: Inwestorów z każdej strony atakują doniesienia na temat wydarzeń politycznych na całym świecie, takich jak wybory, referenda czy nawet twitterowe potyczki pomiędzy politycznymi przywódcami. Jak rynki reagują na takie wydarzenia i sytuacje? John Beck: Jeżeli chodzi o potyczki twitterowe, sądzę, że teraz pojawi się zarówno więcej takich dyskusji, jak i ich uczestników. Moja pierwsza odpowiedź na Twoje pytanie byłaby zatem następująca: medialne doniesienia dotyczące sytuacji politycznej zawsze wywołują krótkoterminową reakcję rynków, natomiast długofalowe konsekwencje są, według mnie, w znacznie większym stopniu uzależnione od czynników fundamentalnych. W trzech krajach europejskich odbyły się w tym roku wybory, których wyniki na pierwszy rzut oka nie zmieniają znacząco dotychczasowego status quo. W styczniu/lutym bieżącego roku obawialiśmy się przebiegu wyborów w Holandii, później w połowie roku mieliśmy wybory prezydenckie we Francji, a niedawno obserwowaliśmy wybory w Niemczech. W każdym z tych przypadków obawialiśmy się narastającej fali populizmu i jej możliwych konsekwencji, ale wybory wygrały ugrupowania opowiadające się za utrzymaniem status quo, co mogłoby wskazywać, że wszystko toczy się jak dawniej swoim torem. Jeżeli jednak przeanalizujemy dane, okazuje się, że mamy początek października, a Holendrzy dopiero teraz zdążyli zbudować koalicję rządową. Z kolei w ostatnich wyborach w Niemczech Angela Merkel i CDU [Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna] wprawdzie wygrały, ale z mniejszą większością niż poprzednio. Dotychczasowy koalicjant CDU, czyli SPD [Socjaldemokratyczna Partia Niemiec] zdecydował się przejść do opozycji. Dużą liczbę głosów otrzymali Zieloni, a także FDP [Wolna Partia Demokratyczna], która nawet nie była reprezentowana w parlamencie ostatniej kadencji. Byłby to naturalny partner koalicyjny dla CDU, ale z kolei Zieloni są po lewej stronie spektrum politycznego, a FDP reprezentuje prawą stronę sceny politycznej, zatem zbudowanie takiej koalicji będzie dość skomplikowanym zadaniem. Uważam, że sytuacja odzwierciedla pewne niezadowolenie ludzi z dotychczasowego politycznego status quo. To samo zjawisko obserwujemy obecnie w Wielkiej Brytanii, a podobne nastroje są silnie odczuwalne również w Stanach [Zjednoczonych], co pokazały ubiegłoroczne wybory prezydenckie. Wybory prezydenckie wkrótce odbędą się w Meksyku, gdzie narasta fala populizmu stymulująca poparcie dla obecnego, czy też dotychczasowego burmistrza miasta Meksyk oraz podsycająca niezadowolenie z rządów obecnego prezydenta. Przedterminowe wybory zostały zarządzone w Japonii. Polityczne niepokoje są zatem wyraźnie odczuwalne. Richard Banks: Pozornie mamy zatem, jak mówisz, status quo, ale to, co dzieje się pod powierzchnią jest prawdopodobnie nieco bardziej interesujące. Czego taka sytuacja może nauczyć inwestora? John Beck: Jako inwestorzy działający na rynkach obligacji, koncentrujemy się na czynnikach makroekonomicznych, a jednym z takich czynników, o którym dużo się teraz mówi, jest brak inflacji. Z jednej strony globalna gospodarka jest we względnie dobrej kondycji. Ekonomiści mówią o zjawisku zwanym spłaszczeniem krzywej Philipsa — stopy bezrobocia są niskie, ale płace nie rosną. Wielu ludzi może mieć zatem poczucie, że społeczeństwo nie dzieli się z nimi wypracowanymi zyskami. Jednocześnie, na zasadzie ekstrapolacji, ludzie czują, że w takich warunkach makroekonomicznych konieczne jest zwiększenie presji na wzrost wydatków budżetowych. Jako inwestorzy koncentrujący się na obligacjach tego typu sprawy musimy mieć stale z tyłu głowy, ponieważ choć banki centralne nadal zapewniają duże wsparcie dla rynków, skupując obligacje rządowe, Fed [Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych] ogłosił, że teraz zamierza nie tylko ograniczać skup papierów, co już miało miejsce jakiś czas temu, ale wręcz sprzedawać obligacje z powrotem na rynek.

Z kolei EBC [Europejski Bank Centralny] prawdopodobnie wkrótce przedstawi plany, które wprawdzie raczej nie będą uwzględniały sprzedaży obligacji, ponieważ to nie jest jeszcze, według mnie, etap zmiany polityki dotyczącej stóp procentowych, ale będą zakładały ograniczenie skali skupu obligacji. Sądzę zatem, że połączenie politycznego niezadowolenia, większego nacisku na wydatki budżetowe oraz zmniejszenia skali skupu obligacji przez banki centralne zaczyna skłaniać do pewnej ostrożności, w szczególności na rynkach obligacji postrzeganych jako wolne od ryzyka. W przypadku amerykańskich papierów skarbowych, [niemieckich] „Bundów”, japońskich obligacji rządowych czy [brytyjskich] „Giltów”, które oferują obecnie względnie niską rentowność, zakłócona zostanie równowaga pomiędzy popytem słabnącym wraz z ograniczaniem programów skupu obligacji a rosnącą podażą, co — zgodnie z jedną z najbardziej podstawowych zasad ekonomii — doprowadzi do spadku cen i wzrostu rentowności. Richard Banks: Biorąc pod uwagę bieżące wydarzenia geopolityczne oraz takie zapowiedzi, jakie słyszymy ze strony EBC [Europejskiego Banku Centralnego] i Fedu, jak szybka może być reakcja rynków i jak długo może się utrzymać?

John Beck: Czasem taka reakcja jest natychmiastowa — gdy Fed zapowiedział skup instrumentów, rentowność obligacji poszła mocno w dół. Dziś nikt nie może powiedzieć, że nie wiedział o planach Fedu związanych ze zmniejszaniem rozmiarów bilansu. Reakcja rynku rzeczywiście była względnie stłumiona; nie wiem, czy odzwierciedla to nowe gospodarcze standardy — mam tu na myśli spłaszczenie krzywej Phillipsa, zmiany zaburzające dotychczasową równowagę, niższą inflację, o której mówił Fed podczas ubiegłorocznego szczytu w Jackson Hole czy też obniżenie poziomu równowagi długoterminowych stóp procentowych. Jest wiele takich długoterminowych czynników, jak demografia, starzejące się populacje czy globalna konkurencja, które skłaniają nas do przekonania, że stopy procentowe mogą nie wzrosnąć już do dawnych poziomów. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że minęło sześć, siedem, a w niektórych przypadkach dziesięć lat niemal zerowych stóp procentowych od czasu globalnego kryzysu finansowego i podejrzewam, że wciąż jest wielu graczy rynkowych, którzy przyzwyczaili się do takich warunków i nie pogodzili się jeszcze z faktem, że gubernatorzy w Rezerwie Federalnej zapowiadają jeszcze jedną podwyżkę stóp w tym roku oraz dwie lub trzy w roku następnym.

Dostrzegam sporą dychotomię pomiędzy prognozami zmian stóp procentowych formułowanymi przez gubernatorów Rezerwy Federalnej w postaci opublikowanego przez Fed wykresu punktowego, a przyjętym przez rynek założeniem: „właściwie to my wiemy lepiej — rentowność obligacji już zawsze będzie niska”. Dotyczy to nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale także Europy, a w szczególności Wielkiej Brytanii. Trudno być pewnym czegokolwiek w tej kwestii, ale skłaniamy się ku opinii, że obligacje są obecnie względnie drogie i generalnie zmniejszamy liczbę pozycji referencyjnych obligacji skarbowych z większości rynków rozwiniętych. Richard Banks: Czy kiedykolwiek w przeszłości mieliśmy już do czynienia z sytuacją, w której rynek po prostu nie wierzy słowom przedstawicieli banków centralnych, co, według Ciebie, ma miejsce obecnie? John Beck: Na pewno tak, ale nie przypominam sobie żadnego przypadku, z którym moglibyśmy porównać obecną sytuację. Moje przemyślenia na ten temat są następujące: najpierw musi być długi okres niezadowolenia z powodu jakiegoś zbioru okoliczności, aby mogła nastąpić naprawdę dramatyczna reakcja. Jeżeli chodzi o inflację i rynki obligacji, potrzeba było sześciu, siedmiu, ośmiu, a może nawet dziesięciu lat wysokiej inflacji w latach 70. ubiegłego wieku, aby Paul Volcker powiedział „dość”. Obecnie autorzy polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych mogą wprawdzie przetrzeć szlak, ale na znaczące zaostrzanie polityki pieniężnej w Europie, w tym oczywiście także w Wielkiej Brytanii, jest jeszcze za wcześnie; nie dotarliśmy jeszcze, według mnie, do momentu, w którym realne płace znalazłyby się pod tak silną presją ze strony rosnącej z wyprzedzeniem inflacji, a życie stałoby się tak drogie, by pojawiła się presja na bank centralny w kierunku zmiany polityki. Sądzę zatem, że zrealizuje się scenariusz „niskich stóp przez dłuższy czas” i rentowność obligacji będzie niższa dłużej niż oczekiwano. Uważam jednak, że zbliżamy się do pewnego rodzaju punktu zwrotnego, w którym na pierwszy plan wyjdą szersze problemy. Ludzie, którzy mieli jakieś aktywa, na przykład zarabiający emeryci czy właściciele nieruchomości lub innych realnych aktywów, radzili sobie lepiej niż „millenialsi”, co może być częściową przyczyną politycznego sprzeciwu.  Myślę w kategoriach uniwersalnych, zatem częściowym rozwiązaniem może być stopniowa zmiana polityki przez banki centralne, ale jednocześnie politycy zawsze mają poczucie, że muszą zrobić coś natychmiast, a tym „czymś” może być wydanie większej ilości pieniędzy. Pewnych wydatków nie da się uniknąć, na przykład tych związanych z naprawą zniszczeń spowodowanych przez huragan na Florydzie, a może także w Portoryko; będziemy także musieli budować więcej domów, ponieważ młodzi ludzie nie mają, gdzie mieszkać. Tego typu mechanizmy prawdopodobnie odbiją się jednak na emisjach zadłużenia przez rząd, które dodatkowo zwiększą podaż, co z kolei przełoży się na korekty cen. Richard Banks: Polityka protestu, o której wspomniałeś teraz i mówiłeś już w przeszłości, to naprawdę ciekawa teza. Na ile rynki obligacji są powiązane z tym zjawiskiem i jak mogą na nie zareagować? John Beck: Nie sądzę, by były z nim dostatecznie powiązane; to nie tylko moje zdanie, ale pogląd, który podziela wielu członków zespołów zajmujących się instrumentami o stałym dochodzie we Franklin Templeton. Od mniej więcej 10 lat obserwujemy znaczące wydłużanie czasu trwania papierów, czyli zwiększanie wrażliwości rynków obligacji na zmiany stóp procentowych. Jedną z przyczyn może być spadek kuponów, którego matematyczną konsekwencją jest wzrost wrażliwości na zmiany stóp procentowych, ponieważ co to właściwie oznacza?  To oznacza, że wrażliwość na zmiany stóp procentowych ma związek z tym, ile pieniędzy dostajemy z góry; w przeszłości dostawaliśmy znacznie więcej pieniędzy przy kuponach rzędu 5% niż można dostać przy kuponie bliskim 0%. Zatem względne ryzyko związane ze zmianami stóp procentowych nieuchronnie wzrosło. Częściowo było to jednak spowodowane emitowaniem przez rządy długoterminowego zadłużenia. To znakomita sytuacja dla podatników, ale już nie tak dobra dla inwestorów. Średni czas trwania brytyjskich „Giltów” wynosi obecnie 12 lat. Austria niedawno wyemitowała obligacje 100-letnie i wielu ludzi wiąże z nimi spore nadzieje, mówiąc: „czas trwania 100-letniej obligacji jest w rzeczywistości niewiele dłuższy niż czas trwania obligacji 50-letniej”. I to prawda. Należy sobie jednak zadać pytanie, czy mamy w ogóle świadomość, jak długi jest czas trwania obligacji 50-letniej.

Przede wszystkim jeszcze 20 lat temu w ogóle nie emitowano obligacji 50-letnich, a już obligacje 30-letnie były dość radykalnymi rozwiązaniami. Nie chodzi zatem tylko o to, że te obligacje mają dłuższy czas trwania w porównaniu z instrumentami emitowanymi w przeszłości. Argument w stylu: „przecież to niewiele dłużej niż w przypadku innych obligacji” to przykład ekstrapolacji, która nieco mnie irytuje, ponieważ pokazuje nadmierne przyzwyczajenie się do korzystnych warunków. Podejrzewam, że gdy krótkoterminowe stopy procentowe będą stopniowo rosły, to przyzwyczajenie się zmieni. Inwestorzy koncentrujący się wyłącznie na obligacjach zawsze biorą pod uwagę premię za czas utrzymania. Innymi słowy można liczyć na więcej pieniędzy za udzielenie pożyczki na dłuższy czas, ponieważ wówczas na dłużej angażujemy kapitał. Zdarza się, że krzywa dochodowości jest odwrócona, ponieważ przewidujemy spowolnienie gospodarki, jednak nie uważam, by miało to miejsce obecnie; wchodzimy w ósmy, a może dziewiąty rok ekspansji gospodarczej z rzędu i najwyraźniej nie ma żadnych szczególnych powodów, dla których ekspansja miałaby się w najbliższym czasie zakończyć, zatem tradycyjna odwrócona krzywa dochodowości poprzedzająca recesję raczej się, według mnie, nie pojawi. Dlatego obawiam się, że brak premii za czas utrzymania instrumentów długoterminowych może być przejawem rynkowej krótkowzroczności wobec niskich poziomów rentowności krótkoterminowych stóp procentowych. Richard Banks: Jak sytuacja rozwinie się w dłuższej perspektywie i jak się na to przygotowujecie? John Beck: Staramy się wyszukiwać rynki, które oferują, według nas, lepsze wyceny, co w niektórych przypadkach jest dość oczywiste. Stopy procentowe w Meksyku rosną z przyczyn o charakterze lokalnym w związku z obroną kursu waluty w ramach politycznych działań z 2016 r. Stopy procentowe w tym kraju są znacznie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych. Kolejnym przykładem są stopy procentowe w Polsce w porównaniu ze stopami w Europie. Krótkoterminowe stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego sięgają 1,5%, a bank od dawna nie zmieniał stóp. Uważam, że Polska może do pewnego stopnia stanowić przykład, jak wyglądałaby struktura krzywej dochodowości w Europie, gdyby EBC nie skupował takich ilości obligacji i nie obniżył stóp procentowych do nadzwyczajnie niskich poziomów. Można zatem próbować inwestować na rynkach, które oferują nieco większe zabezpieczenie. Jeżeli jednak chodzi o ogólną strukturę tradycyjnych rynków instrumentów o stałym dochodzie, trudno, według mnie, zaprzeczyć, że poziomy wyceny są dziś względnie wysokie, zatem zachowujemy wzmożoną ostrożność w naszych dalszych działaniach.

 Richard Banks: W kontekście Wielkiej Brytanii i Brexitu czego powinniśmy się spodziewać wraz z postępami negocjacji? John Beck: Cytując [byłego Sekretarza Obrony Stanów Zjednoczonych] Donalda Rumsfelda, można powiedzieć, że jest to „niewiadoma niewiadomych”. Sądzę, że zaczynamy dostrzegać pewien element niepewności gospodarczej w danych o brytyjskim PKB [produkcie krajowym brutto]. Także w tym przypadku wydaje mi się jednak, że w grę wchodzą także szersze i długoterminowe czynniki związane z produktywnością, co przywołuje ten sam argument, o którym wspominałem w kontekście polityki budżetowej. Agencje ratingowe obniżają ratingi Wielkiej Brytanii, uzasadniając to bardziej niepewną sytuacją gospodarczą oraz niższymi prognozami wzrostu. Czy ostatecznie będzie to miało długofalowy wpływ na kraj, który emituje zadłużenie we własnej walucie? Prawdopodobnie nie.

Czy niepewna sytuacja gospodarcza będzie źródłem większej presji na polityków, by ci zrobili coś dla ludzi, którzy najbardziej dotkliwie odczuwają konsekwencje słabszych perspektyw wzrostowych? Okaże się, czy słabszy wzrost będzie po prostu oznaczał mniej pieniędzy wpływających do skarbu państwa i większy deficyt do sfinansowania czy też pojawi się większa presja na przyjęcie myślenia w stylu: „sprawy nie idą w zbyt dobrym kierunku… Lepiej odwróćmy powszechną uwagę, uruchamiając jakiś projekt infrastrukturalny lub robiąc coś innego”. Nie jestem pewien, czy ktokolwiek potrafi przewidzieć bezpośrednie konsekwencje negocjacji warunków Brexitu, ponieważ w tym obszarze wciąż jest sporo znaków zapytania. Osobiście skłaniam się ku przyjęciu średniej perspektywy czasowej, na przykład od pięcio- do dziesięcioletniej, w której obydwie strony powinny wypracować pozytywne efekty po przedstawieniu wszystkich argumentów. Uważam, że możemy spodziewać się szerszego spadku tempa wzrostu, który będzie miał większy wpływ na Wielką Brytanię niż na Europę, ponieważ to my znajdujemy się w samym sercu tych wydarzeń, a PKB Europy jest większy. Niemniej jednak myślę, że później sytuacja się wyprostuje.

Komentarze ekspertów z Franklin Templeton Investments możesz otrzymywać bezpośrednio do swojej skrzynki e-mail. Subskrybuj nasz blog: „Beyond Bulls & Bears”.

Aby mieć szybki dostęp do krótkich bieżących informacji inwestycyjnych, znajdź nas na Twitterze (@FTI_Global) i portalu LinkedIn.

Przedstawione komentarze, opinie i analizy wyrażają wyłącznie osobiste poglądy zarządzającego, są przedstawione wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowią indywidualnych porad inwestycyjnych ani zachęty do kupna, sprzedaży ani utrzymywania jakichkolwiek papierów wartościowych czy stosowania jakiejkolwiek strategii inwestycyjnej. Informacje zawarte w niniejszym materiale nie mają charakteru porad prawnych ani podatkowych. Informacje zawarte w niniejszym materiale są aktualne wyłącznie na dzień publikacji, mogą ulec zmianie bez uprzedniego powiadomienia i nie stanowią kompletnej analizy wszystkich istotnych faktów dotyczących jakiegokolwiek kraju, regionu, rynku czy inwestycji.

Dane pochodzące z zewnętrznych źródeł mogły zostać wykorzystane na potrzeby opracowania niniejszego materiału. Takie dane nie zostały odrębnie zweryfikowane, potwierdzone ani poddane kontroli przez Franklin Templeton Investments („FTI”). FTI nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek straty wynikające z wykorzystania jakichkolwiek informacji zawartych w niniejszym materiale; inwestor może opierać swoje decyzje na przedstawionych tutaj opiniach lub wynikach analiz wyłącznie na własne ryzyko. Produkty, usługi i informacje mogą nie być dostępne pod niektórymi jurysdykcjami i są oferowane przez podmioty powiązane z FTI i/lub przez dystrybutorów, w zależności od lokalnie obowiązujących przepisów. Aby się dowiedzieć, czy dane produkty i usługi są dostępne pod określoną jurysdykcją, należy skonsultować się z profesjonalnym doradcą finansowym.

 CFA® i Chartered Financial Analyst® to zastrzeżone znaki handlowe stanowiące własność CFA Institute.

Informacja natury prawnej

Wszelkie inwestycje wiążą się z ryzykiem, włącznie z ryzykiem utraty zainwestowanego kapitału. Wartość inwestycji może rosnąć lub spadać i istnieje ryzyko utraty części zainwestowanych środków. Ceny akcji podlegają wahaniom (często nagłym i gwałtownym) wywoływanym przez czynniki dotyczące poszczególnych spółek, branż czy sektorów lub ogólne warunki panujące na rynkach. Znaczący wpływ na sektor technologii mogą mieć takie czynniki jak wychodzenie technologii z użytku, krótki cykl żywotności produktów, spadki cen i zysków, konkurencja ze strony nowych graczy rynkowych oraz ogólne warunki ekonomiczne. Inwestowanie w instrumenty zagraniczne wiąże się ze szczególnym ryzykiem, np. dotyczącym wahań kursów wymiany walut, niestabilności gospodarczej czy zmian na arenie politycznej. Inwestowanie w instrumenty zagraniczne wiąże się ze szczególnym ryzykiem, m.in. dotyczącym wahań kursów wymiany, niestabilności gospodarczej czy zmian na arenie politycznej. Inwestycje na rynkach wschodzących, do których należą także nowe rynki wschodzące, obarczone są większym ryzykiem wynikającym z powyższych czynników, oprócz typowych dla nich ryzyk związanych z względnie niewielkimi rozmiarami, mniejszą płynnością i brakiem odpowiednich ram prawnych, politycznych, biznesowych i społecznych dla rynków papierów wartościowych.